Kilka lat temu, w ramach programu "zazieleniania" miasta, zdecydowano odkryc rzeczke i zbudowac dookola niej sciezki dla spacerowiczow.
Labels
.
Abu Dhabi
Australia
Austria
Brunei
Bulgaria
Chiny
Filipiny
Francja
Grecja
Gualemala
Hong Kong
Indonezja
Irlandia
Islandia
Japonia
Kambodza
Korea Pd
Kosovo
Kostaryka
Kuala Lumpur
Kuba
Laos
Macedonia
Malezja
Meksyk
Mongolia
Myanmar
Nepal
Nowa Zelandia
Polska
Qatar
Rosja
Singapur
Slowacja
Sri Lanka
Szwajcaria
Szwecja
Tajlandia
Turcja
Tybet
USA
Wietnam
Wlochy
Friday, 9 July 2010
Seoul 3
Byla sobie taka mala rzeczka w samym centrum Seoulu, Tancheon. Taka do prania, wylewania brudow, wrzucania smieci. Potem zaczeto wyrzucac do niej odpadki z fabryk. Doszlo do tego ze zycie (szczegolnie szczurze) tak bogacie kwitlo, ze rzeczke w miescie trzeba bylo przykryc, zostawiajac jedynie otwory na wrzycanie smieci. Z rozbudowa kanalizacji szczury zaczely dostawac coraz mniej jedzenia i strumiec zaczal sie powoli oczyszczac.
Kilka lat temu, w ramach programu "zazieleniania" miasta, zdecydowano odkryc rzeczke i zbudowac dookola niej sciezki dla spacerowiczow.
Dwie gracje.

To juz zmiania warty przed palacem D...?




Milla wolala usmiechac sie do wszystkich ogladajacych niz podziwiac koreanskie mundury.

To juz wewnatrz palacu. Uzytecznych budynkow bylo tam malutko, glownie daszki, male swiatynie, olbrzymia sala tronowa i sala do picia herbaty. W kompleksie jest tez jeden budynek w stylu zachodnim - koreanczycy tam wlansie robili sobie najwiecej zdjec, a dla nas od tak powszednio wygladal.


Deszcz dzisiaj padal przez nie wiecej niz 10 min, ale duzo go spadlo.


Park z ponad tysiacletnia pagoda (ktora dla ochrony zabudowana jest szklem). W parku byly tlumy emerytow (gdzie sa emerytki?), ktorzy wygladali jakby na cos czekali. Koszule w niebieskie paski sa na topie w tym roku.
Drugie sniadanie.

Bazar. Duzo zwierzatek do jedzenia. Kurczaczki wielkosci piesci (po trzy na patyczku sie dostaje - takie z nich malenstwa), i wiele, wiele innych.


Jongno Tower. Na najwyzszym pietrze, w pierscieniu, jest restauracja z pieknym widokiem na miasto.

Miala byc koreanska ksiazka dla dzieci na pamiatke, a skonczylo sie na czyms co pewnie w domu tez moglibysmy kupic. Wazne ze sie podoba a Oskar staje sie mistrzem flamastra!
Kilka lat temu, w ramach programu "zazieleniania" miasta, zdecydowano odkryc rzeczke i zbudowac dookola niej sciezki dla spacerowiczow.
Tuesday, 6 July 2010
Seoul 2
Ale tych zdjec dzisiaj bedzie! Nawet nie wiem skad tyle ich sie wzielo. A jakiegos powodu sa w kolejnosci antychronologicznej, ale nie mam czasu ich przestawiac bo film i koreanskie piwo czekaja.
Wracajac do hotelu.
Mielismy zwiedzac palam Gyeongbok (chyba kilku liter brakuje, ale zadna roznica, i tak nie da sie tego wymowic), ale byl zamkniety.
Widok nad palacowym murem - nowoczesna pagoda i mega ekran.

Poszlismy wiec do Blue Hall, czyli palacu prezydenckiego. Dobrze pilnowany jest.


Atak Chinczykow.



Odpoczynek w kawiarence. Oskar wyogladal cztery tomy kolorowej encyklopedii o zwierzetach.
A to juz jedna z wielu restauracji rybnych. Koreanczycy uwielbia zwierzeta... jesc. Szczegolnie swierze, czyli jeszcze ruszajace sie. Przed restauracjami stoja olbrzymie akwaria albo klatki w ktorych zwierzatka czekaja na swoja kolej.
Nie wiem co to, ale sie rusza.
To tez sie rusza, tez nie wiem co to jest. I chyba nie chce wiedziec.

Swiatynia J...


Zartowalismy sobie z mozliwych zastosowan tego pieca, az sie dowiedzielismy ze rzeczywiscie sluzy do kremacji.


Ubranie listonosza koreanskiego z 1900 roku.



Malo przezroczyste powietrze tu jest. Ogromna wilgoc i prezenty od Chinczykow w postaci zanieczyszczen zza morza.

Stary Seoul. Tuz obok naszego hotelu.
Wracajac do hotelu.
Poszlismy wiec do Blue Hall, czyli palacu prezydenckiego. Dobrze pilnowany jest.
Odpoczynek w kawiarence. Oskar wyogladal cztery tomy kolorowej encyklopedii o zwierzetach.
Swiatynia J...
Malo przezroczyste powietrze tu jest. Ogromna wilgoc i prezenty od Chinczykow w postaci zanieczyszczen zza morza.
Stary Seoul. Tuz obok naszego hotelu.
Monday, 5 July 2010
Skosnoocy
Zanim pojechalismy do Japoni wiele razy slyszalam, ze Japonczycy nie lubia bialych, uwazaja ich za arogantow nie umiejacych uszanowac ich tradycji. Jechalam tam z przekonaniem ze wszystkie te mity rozbije, bo przeciez to tak naturalnym jest szanowac zwyczaje miejsca ktore sie odwiedza.
I staralam sie. Nie smialam sie glosno, klanialam sie nisko starszym, nie dmuchalam nosa miedzy ludzmi, rozmawialam cichutko w metrze. I co? I nic. Konfuncjalizm kaze szanowac starszych, ale czy to znaczy ze jezeli starsza osoba prawie mnie przewraca bo chce wczesniej wejsc do windy to mam znowu sie uklonic i przeprosic ze stalam jej na drodze? Dlaczego jak stoje u szczytu schodow z wozkiem i dwojka dzieci rozgladam sie proszaco to nikt nie moze mi pomoc, nawet ci ktorzy zatrzymuja sie zeby jeszcze raz sie na mnie popatrzec? Dlaczego jadac na rowerze trzeba sie zatrzymac przed starsza osoba i poprosic zeby zrobila miejsce nawet jezeli widzi mnie z daleka? Co daje klanianie sie w pas jak podaja reszte w sklepie czy cukier do kawy w kawiarni, jezeli odwracaja sie jak ktos ewidentnie potrzebuje pomocy?
W wielu sytuacjach chowaja glowe w piasek i udaja ze nie widza, co podobno tlumaczy sie tym ze jezeli nie widac problemu to go nie ma, i nikt nie traci twarzy. Wiec nie chca podejsc i mi pomoc z tym wozkiem, bo moglbym nie zrozumiec po japonsku? Gdzie indziej wystarczylby usmiech...
I pomijam juz te wszystkie "z dziecmi wstep wzbroniony"...
Dopiero teraz, widzac Koreanczykow, zdaje sobie sprawe z tego jak niesympatyczni bylo Japonczycy. Nie zlosliwi czy niegrzeczni, tylko wlasnie niesympatyczni. Bylo widac usmiechy, ale one chowaly glownie zmieszanie. A tutaj ludzie glosno sie smieja, kloca i godza, bija i tancza na ulicach, i sa duzo bardziej ludzcy. Tacy ciepli, otwarci i normalni. I dlatego z moim zasobem koreanskiego ponizej 10 slow jest mi sie duzo latwiej porozumiewac niz tam z o wiele lepszym japonskim.
I staralam sie. Nie smialam sie glosno, klanialam sie nisko starszym, nie dmuchalam nosa miedzy ludzmi, rozmawialam cichutko w metrze. I co? I nic. Konfuncjalizm kaze szanowac starszych, ale czy to znaczy ze jezeli starsza osoba prawie mnie przewraca bo chce wczesniej wejsc do windy to mam znowu sie uklonic i przeprosic ze stalam jej na drodze? Dlaczego jak stoje u szczytu schodow z wozkiem i dwojka dzieci rozgladam sie proszaco to nikt nie moze mi pomoc, nawet ci ktorzy zatrzymuja sie zeby jeszcze raz sie na mnie popatrzec? Dlaczego jadac na rowerze trzeba sie zatrzymac przed starsza osoba i poprosic zeby zrobila miejsce nawet jezeli widzi mnie z daleka? Co daje klanianie sie w pas jak podaja reszte w sklepie czy cukier do kawy w kawiarni, jezeli odwracaja sie jak ktos ewidentnie potrzebuje pomocy?
W wielu sytuacjach chowaja glowe w piasek i udaja ze nie widza, co podobno tlumaczy sie tym ze jezeli nie widac problemu to go nie ma, i nikt nie traci twarzy. Wiec nie chca podejsc i mi pomoc z tym wozkiem, bo moglbym nie zrozumiec po japonsku? Gdzie indziej wystarczylby usmiech...
I pomijam juz te wszystkie "z dziecmi wstep wzbroniony"...
Dopiero teraz, widzac Koreanczykow, zdaje sobie sprawe z tego jak niesympatyczni bylo Japonczycy. Nie zlosliwi czy niegrzeczni, tylko wlasnie niesympatyczni. Bylo widac usmiechy, ale one chowaly glownie zmieszanie. A tutaj ludzie glosno sie smieja, kloca i godza, bija i tancza na ulicach, i sa duzo bardziej ludzcy. Tacy ciepli, otwarci i normalni. I dlatego z moim zasobem koreanskiego ponizej 10 slow jest mi sie duzo latwiej porozumiewac niz tam z o wiele lepszym japonskim.
Sunday, 4 July 2010
Hainsa
Podobno najpiekniejsza swiatynia w Korei.
Rzeczywiscie bylo co podziwiac. Malowniczo polozona w gorach, czesto chowa sie w mgle pokazujac tylko zarysy dachow. W srodku chowa skarb - najwieksze zachowane w calosci dzielo buddyjskie, Tripitaka, zapisane na 81 tysiacach drewnianych tabliczek. W calosci zrozumiale i bezbledne.
Niestey pogoda nie dopisala, lalo straszliwie przez calutki dzien.


Tripitaka przechowywana jest w specjalnie zbudowanych budynkach, oddzielonych od reszty dla ochrony przed pozarem.

Podobno najpiekniejsza swiatynia w Korei.
Rzeczywiscie bylo co podziwiac. Malowniczo polozona w gorach, czesto chowa sie w mgle pokazujac tylko zarysy dachow. W srodku chowa skarb - najwieksze zachowane w calosci dzielo buddyjskie, Tripitaka, zapisane na 81 tysiacach drewnianych tabliczek. W calosci zrozumiale i bezbledne.
Niestey pogoda nie dopisala, lalo straszliwie przez calutki dzien.

Stropy swiatyni takie same (jak na moje nieprofesjonalne oko) jak w calej Korei.

Dzien porzadkow. Tutaj panie poleruja naczynia na ofiare dla Buddy.




Rzeczywiscie bylo co podziwiac. Malowniczo polozona w gorach, czesto chowa sie w mgle pokazujac tylko zarysy dachow. W srodku chowa skarb - najwieksze zachowane w calosci dzielo buddyjskie, Tripitaka, zapisane na 81 tysiacach drewnianych tabliczek. W calosci zrozumiale i bezbledne.
Niestey pogoda nie dopisala, lalo straszliwie przez calutki dzien.
Tripitaka przechowywana jest w specjalnie zbudowanych budynkach, oddzielonych od reszty dla ochrony przed pozarem.
Podobno najpiekniejsza swiatynia w Korei.
Rzeczywiscie bylo co podziwiac. Malowniczo polozona w gorach, czesto chowa sie w mgle pokazujac tylko zarysy dachow. W srodku chowa skarb - najwieksze zachowane w calosci dzielo buddyjskie, Tripitaka, zapisane na 81 tysiacach drewnianych tabliczek. W calosci zrozumiale i bezbledne.
Niestey pogoda nie dopisala, lalo straszliwie przez calutki dzien.
Seoul 1
O: Moze kupimy sobie dzisiaj wafle?
Ja: Jak chcesz to mozemy. A skad ci te wafle przyszly do glowy?
O: Bo jest tak goraco, a jak mielibysmy wafle to moglibysmy sie waflowac i byloby nam przyjemniej.
Taka sobie leniwa niedziela spedzona w ogromnym parku dla dzieci. Baseniki, swietnie przygotowane miejsca do zabawy woda, zoo, ogrod botaniczny, masa karuzel, kolejek, hustawek i wszystkich mozliwych atrakcji.

Przekaski, poczwarki jedwabnikow, wedzone osmiornice (zwane tez "road kill", wygladaja jakby zostaly rozjechane) i malutkie, blizej nie zidentyfikowane muszelki do wysysania.
Ja: Jak chcesz to mozemy. A skad ci te wafle przyszly do glowy?
O: Bo jest tak goraco, a jak mielibysmy wafle to moglibysmy sie waflowac i byloby nam przyjemniej.
Taka sobie leniwa niedziela spedzona w ogromnym parku dla dzieci. Baseniki, swietnie przygotowane miejsca do zabawy woda, zoo, ogrod botaniczny, masa karuzel, kolejek, hustawek i wszystkich mozliwych atrakcji.
Saturday, 3 July 2010
Daegu
Trzecie co do wielkosci miasto w Korei.
I chyba ostatnie pod wzgledem ciekawosci. Podobno kwitnie tam zycie nocne (co niestety nie bylo nam dane sprawdzic) i chyba to jest jedyna rzecz ktora to miasto ma do zaoferowania. Morze betonu, olbrzymie blokowiska ktore ciagna sie od obrzezy az po samo centrum mieszaja sie z wielkimi centrami handlowymi i gmachami pelnymi biur.
Juz ucieklismy. Do Seulu.
I chyba ostatnie pod wzgledem ciekawosci. Podobno kwitnie tam zycie nocne (co niestety nie bylo nam dane sprawdzic) i chyba to jest jedyna rzecz ktora to miasto ma do zaoferowania. Morze betonu, olbrzymie blokowiska ktore ciagna sie od obrzezy az po samo centrum mieszaja sie z wielkimi centrami handlowymi i gmachami pelnymi biur.
Juz ucieklismy. Do Seulu.
Subscribe to:
Posts (Atom)