Showing posts with label Korea Pd. Show all posts
Showing posts with label Korea Pd. Show all posts

Tuesday, 13 July 2010

Seoul 6

Dziendobry... o 5.00 rano. Niekrorym wstawanie w srodku nocy nie przeszkadza.
Zdjecie z Muzeum Wojennego. Glownie materialy z wojny koreanskiej, ciekawa wystawa zdjec ze strefy zdemilitaryzowanej (DMZ). Dla Oskara najwazniejsze bylo to ze "motor jedzie do przodu bo ma silnik. Motor ciagnie rurke, do rurki przykrecony jest wagonik, wiec wagonik tez jedzie. A wagonik nie ma silnika". I tak powtarzal w kolko, przez caly dzien.

Wyjezdzajac rzucilismy przewodnik na pozarcie.. smoczycy (ktora nawiasem mowiac zostala niespodziewanie i bezbolesnie odsmoczkowana, bo wszystkie smoki pogubilismy a nowych nie znalezlismy).

Monday, 12 July 2010

Seoul 5

Ostatni leniwy dzien w Seoulu..





Saturday, 10 July 2010

Seoul 4

Zaczelo sie od kawy w naszej nowej ulubionej kawiarence.
Po kawie, niepewni czy to jest dopbry pomysl, pojechalismy do skansenu. Okazalo sie ze pomysl byl swietny, tylko szkoda ze dzien byl taki krotki.
I szkoda ze czyjes male paluszki poprzestawialy mi aparat, co zauwazylam dopiero wieczorem, i wszystkie zdjecia sa przeswietlone.






To juz po powrocie. Dawniej byl tu teatr, ale sie spalil. Nie odbudowano go, tylko pozostawiono wolne miejsce, z kilkoma glazami na ktorych mozna siedziec i bambusami rosnacymi wzdluz trzech bokow. Mozna siedziec sobie z kawa mrozona, a dzieci sobie hasaja.

Friday, 9 July 2010

Seoul 3

Byla sobie taka mala rzeczka w samym centrum Seoulu, Tancheon. Taka do prania, wylewania brudow, wrzucania smieci. Potem zaczeto wyrzucac do niej odpadki z fabryk. Doszlo do tego ze zycie (szczegolnie szczurze) tak bogacie kwitlo, ze rzeczke w miescie trzeba bylo przykryc, zostawiajac jedynie otwory na wrzycanie smieci. Z rozbudowa kanalizacji szczury zaczely dostawac coraz mniej jedzenia i strumiec zaczal sie powoli oczyszczac.
Kilka lat temu, w ramach programu "zazieleniania" miasta, zdecydowano odkryc rzeczke i zbudowac dookola niej sciezki dla spacerowiczow.

Dwie gracje.

To juz zmiania warty przed palacem D...?




Milla wolala usmiechac sie do wszystkich ogladajacych niz podziwiac koreanskie mundury.

To juz wewnatrz palacu. Uzytecznych budynkow bylo tam malutko, glownie daszki, male swiatynie, olbrzymia sala tronowa i sala do picia herbaty. W kompleksie jest tez jeden budynek w stylu zachodnim - koreanczycy tam wlansie robili sobie najwiecej zdjec, a dla nas od tak powszednio wygladal.


Deszcz dzisiaj padal przez nie wiecej niz 10 min, ale duzo go spadlo.


Park z ponad tysiacletnia pagoda (ktora dla ochrony zabudowana jest szklem). W parku byly tlumy emerytow (gdzie sa emerytki?), ktorzy wygladali jakby na cos czekali. Koszule w niebieskie paski sa na topie w tym roku.
Drugie sniadanie.

Bazar. Duzo zwierzatek do jedzenia. Kurczaczki wielkosci piesci (po trzy na patyczku sie dostaje - takie z nich malenstwa), i wiele, wiele innych.


Jongno Tower. Na najwyzszym pietrze, w pierscieniu, jest restauracja z pieknym widokiem na miasto.




Miala byc koreanska ksiazka dla dzieci na pamiatke, a skonczylo sie na czyms co pewnie w domu tez moglibysmy kupic. Wazne ze sie podoba a Oskar staje sie mistrzem flamastra!


Tuesday, 6 July 2010

Seoul 2

Ale tych zdjec dzisiaj bedzie! Nawet nie wiem skad tyle ich sie wzielo. A jakiegos powodu sa w kolejnosci antychronologicznej, ale nie mam czasu ich przestawiac bo film i koreanskie piwo czekaja.

Wracajac do hotelu.
Mielismy zwiedzac palam Gyeongbok (chyba kilku liter brakuje, ale zadna roznica, i tak nie da sie tego wymowic), ale byl zamkniety.
Widok nad palacowym murem - nowoczesna pagoda i mega ekran.


Poszlismy wiec do Blue Hall, czyli palacu prezydenckiego. Dobrze pilnowany jest.



Atak Chinczykow.







Odpoczynek w kawiarence. Oskar wyogladal cztery tomy kolorowej encyklopedii o zwierzetach.
A to juz jedna z wielu restauracji rybnych. Koreanczycy uwielbia zwierzeta... jesc. Szczegolnie swierze, czyli jeszcze ruszajace sie. Przed restauracjami stoja olbrzymie akwaria albo klatki w ktorych zwierzatka czekaja na swoja kolej.
Nie wiem co to, ale sie rusza.
To tez sie rusza, tez nie wiem co to jest. I chyba nie chce wiedziec.

Swiatynia J...


Zartowalismy sobie z mozliwych zastosowan tego pieca, az sie dowiedzielismy ze rzeczywiscie sluzy do kremacji.


Ubranie listonosza koreanskiego z 1900 roku.



Malo przezroczyste powietrze tu jest. Ogromna wilgoc i prezenty od Chinczykow w postaci zanieczyszczen zza morza.

Stary Seoul. Tuz obok naszego hotelu.