Showing posts with label Chiny. Show all posts
Showing posts with label Chiny. Show all posts

Monday, 27 June 2016

Shanghai

Kilkanascie lat temu bylismy w Chinach, ale to nie to samo panstwo w ktorym teraz jestesmy. Jedyne co je laczy to smog.










Jedziemy na lotnisko maglevem. Dziwnie jest jechac 300km/h blyszczacym pociagiem nad slamsami.



Friday, 13 August 2010

Droga z Dali do Kunming

Straszyli ze moze trwac nawet 20 godzin, przepisowo jest 6, a my dojechalismy o godzine krocej!





Straszyli ze moze trwac nawet 20 godzin, przepisowo jest 6, a my dojechalismy o godzine krocej!

Monday, 9 August 2010

Kunming - splurge!

Oddalismy bilety na samolot Dali-Kunming, ktore kupilismy przestraszeni tym ze kilka dni temu droga byla nie przejezdna, a potem podroz trwala 20 godzin zamiast 6. Ten lot nie pasowal nam glownie dlatego ze byl w srodku nocy, a jako ze wczesnie rano mamy nastepny lot nie zdazylibysmy dotrzec do hotelu.
Pojechalismy autobusem. Mial byc luksusowy, byl czysty jak na Chiny i moze o pol klasy lepszy. Momo obaw podroz minela zupelnie bezbolesnie, mlodsza czesc naszej grupy spala przez ponad polowe drogi, reszte czasu spedzajac na dopytywaniu sie dlaczego kazde kolejne auto jedzie akurat tym pasem ktorym jedzie i czy ma silnik na benzyne czy rope (Oskar) albo na jedzeniu (Milla).

Kunming straszy. Moze troche na wyrost to pisze, ale pierwsze wrazenie robi tragiczne. Popekany beton, rdza, kurwy i gesty smog to cala nasza 20-minutowa jazda przez miasto. Aby sie od tego wyzwolic spimy w prawie dziesieciokrotnie drozszym hotelu niz nasza srednia chinska. Wypranie i wyprasowanie koszuli tutaj kosztuje tyle co noc dla trzech osob w naszym poprzednim. Koncze, ide cieszyc sie wanna i lozkiem.

Dali - pozegnanie z Chinami

Zupenie niespodziewanie tutaj konczy sie nasza podroz po Chinach. Znowu Chiny pozostawiaja niedosyt, chociaz teraz to juz raczej brakuje tylko deseru, glowne danie mamy za soba.
Jutro rano przyjezdza do nas autobus chinski, zeby zawiezc nas do autobusu szwedzkiego ktorym pojedziemy do Kunming, skad bedziemy leciec dalej. Moze komus przydadza sie bilety z Hanoi do Kuala Lumpur na 19 sierpnia? Nie wykorzystamy ich, a za niewielka doplata mozna na nich zmienic imie.

Dali jest niesamowicie wygodne. Wszystko przygotowane jest dla turystow zachodnich, menu po ang albo z obrazkami, Lonely Planet i The North Face rulez.
Ale dalej jest tanio, torebki, masaze, wnosu torebki, ubrania.. Boje sie ze skonczy sie na tym ze wyslemy trzecia juz paczke do domu.

W toaletach restauracyjnych najczesciej nie wolno kupy robic. Wisza tabliczki z dlugim wyjasnieniem po chinsku (nie na moje sily) i krotkim po angielsku (no shit). Kara za nie podporzadkowanie sie 60 yuanow (tyle do dwie pizze, dwie koszulki albo 6 przejazdow taxi przez miasto).

Czy ktos nie widzial uciekajacej energi? Zgubilismy. Sniadanie zajmuje nam cale przedpoludnie, od trzech dni wybieramy sie rowerem do wioski 15km stad i nie mozemy dotrzec bo tak tam daleko, nawet kolejka nie mozemy wyjechac na gore zeby swiatynie zobaczyc.
Chyba czas zeby na wakacje pojechac...

















Friday, 6 August 2010

Tiger Leaping Gorge

Wielki wawoz, gory po odydwu stronach ponad 5.000m. W dole pieniaca sie woda rzeki ktora jest kilkakrotnie szersza zanim wplywa do wawazu. I gdzies tam wysoko wycieta w zboczu droga ktora jechalismy. W wiekszosci bez barierki, w wielu miejscach pozasypywana przez lawiny.

W drodze powrotnej czekalismy kilka godzin bo wlasnie zasypalo droge...















Sunday, 25 July 2010

Dziwny jest ten swiat...

Jemy w restauracji, a potem idziemy na kawe. Za jedna kawe placimy tyle co za trzy dania.
Srednio w godzine (razem) zarabiamy tyle co ludzie w miesiac.
Najdrozdza nawet taksowka na drugi koniec pieciomilionowego miasta nie kosztowala tyle co jeden bilet autobusowy w domu.
Godzinny masaz kosztuje tyle co paczka gum do zucia w domu.
Poltoramiesieczny zarobek mozna zamienic na 50 gram herbaty...

Tybet

Teoretycznie jestesmy juz w Tybecie, chociaz oczywiscie Chinczycy powiedzieliby cos innego.
Za kilka dni pojezdzimy sobie po wioskach tybetanskich, wiec poszlismy do tybetanskiej czesci miasta - wyglada biednie, ale ludzie chodza ubrani w sliczne, tradycyjne stroje, sprzedaja lampy na maslo ja i (niewiadomo dlaczego) pomaranczowe miksery. Biednie, ale duzo sympatyczniej to wyglada niz dzielnice Chinczykow.