Monday, 15 March 2010

Ostatnie zdjecia z Emiratow






Meczet Szejka Zajeda to osmy najwiekszy meczet na swiecie, otwarty 2007. Nie tylko olbrzymi, ale naprawde przepiekny, caly z bialego marmuru, podlogi w perlowych mozaikach, 24 karatowe zloto za zwienczeniach kopul, krysztaly Svarowskiego na lampach i w szybach drzwi. Lazienki i sale do obmywania mygladaja tam lepiej niz w Palacu Emitarow nawet!

Wchodzic do srodka moze kazdy, trzeba miec przykryte cale rece i nogi (wszyscy), Jezeli ma sie dekold to prosza zeby go zakryc chusta. Do sal modlitewnych mozna wchodzic tylko po to zeby sie modlic, ale powiedziano nam ze mozna sie modlic do kogo sie chce, jezeli tylko robi sie to po cichu. Zdjec w srodku oczywiscie nie moznabylo robic.

Swiat Oskara

Z jego perspektywy zupelnie inaczej musi to wszystko wygladac. Po angielsku mowi "hello" i "what's your name", ale komunikacja niewerbalna jest u niego bardzo bogata i ladnie sobie radzi. Czesto ludzie, najczesciej Chinczycy, podchodza do niego i lekko go szczypia po rekach zeby sobie dotknac bialego dziecka, wiec on teraz zaczal im robic to samo. I smieje sie tak samo jak oni jak to robi. No i rodzice wszystkich malych dziewczynek chca zeby sie nimi interesowal.




Jesszcze zaleglosci - Al Ain

W Emiratach chcielismy zobaczyc cos wiecej niz Abu Dhabi. Wybor padl na Al Ain, oaze na granicy z Omanem.

Cala droga od Abu Dhabi do Al Ain to 135km autostrady przez pustynie. Na horyzonce nie ma nic oprucz piasku, czasem widzielismy wielblady. Ale po obydwu stronach drogi posadzone byly palmy i kwiaty, przez cale 135km, oczywiscie nasztucznej glebie i sztucznie nawadniane. Stosunkowo niedalego Abu Dhabi byly tez farmy gdzie hoduje sie wielblady i owce - a obok nich osiedla zbudowane z blachy falistej i kartonu, prosto na goracym piasku. Mieszkaja w nich ludzie ktorzy buduja Abu Dhabi za okolo 10 dirhamow za dzien (1€), a wode kradna z wodociagow dla wielbladow...

Samo Al Ain wyglada zupelnie przyjemnie. Takie sobie Krzeszowice na pustyni, bezpretensjonalne miasteczko. Jedyna roznica to ze w centrum jest gaj palmowy a w nim pieknie spiewajace ptaki.





Jeszcze z Abu Dhabi

Widok z centum


Czekajac na autobus w "naszej" czesci miasta. Bylo to praktycznie na pustyni, ostatnie domy a potem juz tylko piasek i piasek



U Dale, Kanadyjczyka u ktorego mieszkalismy


Pierwsze minuty po wyjsciu z budynku lotniska. Po miesiacach szwedzkij zimy nasze oczy nie byly przyzwyczjone do slonca

Tak w ogole, top strasznie dziwne miasto. Wszystko co jest zostalo wybudowane w ciagu ostatnich 30 lat, nie ma kompletnie nic starszego. Stare miasto to wlasnie kilka ulic z najstarszymi budynkami (z lat 80) chociaz wygladaja jakby mialy juz ze sto lat.
Wyszystko jest ogromne i najczesciej zlote, albo malenkie i strasznie brudne. Wielkie nowoczesne wiezowce ktore maja na parterze strasznie ciasne i smierdzace restauracje hinduskie.

Jeszcze dziwniejsze jest to ze tu prawie nie ma Arabow, stanowia oni 13% ludnosci. Polowa to Hindusi, potem Pakistanczycy i Filipinczycy i oni wszyscy chodza w swoich tradycyjnych ubraniach. Dlatego tez bardzo malo widac kobiet o zakrytych twarzach, wiekszosc ma europejskie ubrania albo kolorowe sari. Kobiety ogolnie moga chodzic wszedzie, nie ma miejsc tylko dla mezczyzn,ale sa takie ktore sa zarezerwowane tylko dla pan i rodzin (tzn. zakaz wstepu maja samotni mezczyzni), np przody autobusow, osobne sale w restauracjach itp.

Z lotnisk






Oskar bardzo dzielnie spisywal sie w podrozy, ogladal samoloty, autka i wszystko inne co tylko sie dalo. Bal sie tylko ze maszyny do wykrywania metali nie oddadza mu plecaka.
Jedzenie samolotowe srednio mu smakowalo, ale podobalo sie rozpakowywanie i ze mozna bylo pania prosic o rozne rzeczy i ze ona grzecznie wszystko przynosila. Tak, zdecydowanie czarowanie stewardess to jedno z ulubionych zajec Oskara.

Sunday, 14 March 2010

Palac Emiratow



W Abu Dhabi jest Palac Emiratow, podobno najdrozszy hotel na swiecie. Szejk tam nie mieszka na codzien, ale przyjmuje tam gosci i wystawia przyjecia. Ma tam tez swoj apartamencik.
Tuz przed palacem sa fontanny, ktore przypadly Oskarowi do gustu.




Zaleglosci


Od wczoraj jestesmy w Kuala Lumpur. Jest goraco, troche duszno, ale zupelnie znosnie. W tej chwili akurat jest ulewa, zaczela sie moze 3 min temu i juz sie konczy, ale zdazyla prawie utopic cale miasto.

Mamy mase zdjec, ale uzywamy kradzionego internetu i slabo idzie. Jutro przenosimy sie do innego hotelu gdize bedize internet wiec mysle ze jutro w czasie drzemki Oskara (kolo 14 - 16 tutejszego czasu) bedize dalo sie porozmawiac przez skype.

Wednesday, 10 March 2010

Oni jeszcze spia wiec moge pisac

A wiec bylo tak:

Po drodze do Brukseli nie dzialo sie nic ciekawego. Samolot byl spozniony i godzine, wiec nic nie wyszlo z planowanego wypadu do miasta i zamiast tego czekalismy na lotnisku. Maja tam ladny wybieg dla dzieci i Oskar go docenil.

Zaczelo sie przy wsiadaniu do samolotu. Kazali wsiadac godzine przed odlotem, a poniewaz samolot byl opozniony wiec w sumie siedzielismy tak przypieci pasami poltorej godziny. Do tego cos im sie pomieszalo i wlaczone bylo ogrzewanie na max, istna sauna. Uratowal nas prezent od lini lotniczych ktory Oskar dostal - puzzle, kredki, malowanki, skarpetki, szczoteczka do zebow, soczki, a wszystko to w torebce - wiec bylo co wkladac i wyciagac. TYlko bidulka Milusia darla sie przez godzine.

Reszta lotu juz byla bez wiekszych wrazen, Milusia spala, Oskar zjadl "siamolotowe jedzenie" i tez poszedl spac. Rano krazylismy przez ponad godz nad Abu Dhabi bo byla straszna mgla. Ale najciekawsze zaczelo sie jak juz wyladowalimy. Przy kontroli paszportow okazalo sie ze przy wlezdzie do Abu Dhabi jednak musze miec wize, i ona musi byc zamowiona z siedmiodniowym wyprzedzieniem, a nie tak jak nas informowano w ambasadzie. Najpierw powiedzieli ze nie moge wjechac, potem linie lotnicze zajely sie nami i zalatwili zaproszenie, i po 9 godz czekania przyszli do nas z wiza.

Jak tylko wyszlismy przyjechal po nas Dale, z Hospitality Club, bardzo mily gosc, i pojechalismy razem na zakupy a potem do niego do domu gotowac kolacje. Oskar padl przed jedzeniem i spal ciagiem az do rana, czyli 14 godzin, a my zjedlimy i poszlismy spac pozniej, czyli o ... 21 :). I tym sposobem stracilismy caly dzien na lotnisku, ale przynajmniej pogadalismy duzo z ludzmi tam pracujacymi, mowili duzo intersujacych rzeczy o tutejszych regulach.

Wczoraj chodzilismy po miescie i podziwialismy. Wyglada zupelnie inaczej niz sie spodziewalam, wielkie miasto (na mapie wygladalo na malenstwo) z wielkim centrum, najstawsze budynki maja moze 30 lat i to nazywa sie starym miastem. Zlote taksowki, zlote szyldy, zlote dachy. Bardzo malo widac tutejszych, rdowici Arabowie stanowia tylko 13% ludnosci i rzeczywicie na ulicach glownie widac Hindusow, Pakistanczykow, Filipinczykow i bialasow. Chcielismy zobaczyc palac Emiratow, ale akurat szejk rozdawal nagrody w jakims konkursie pisarskim, zrobil impreze na 1000 osob a nas nie zaprosil. W kazdym razie palac jest najdrozszym na swiecie hotelem i z zewnatrz wyglada imponujaco.

Dzisiaj jedziemy do Al Ain, jak tylko wstana..

O jeden dzien mniej

Pierwszy dzien zwiedzania mamy za soba. Do Abu Dhabi dolecielismy juz wczoraj, ale musielismy spedzic prawie caly dzien na lotnisku. W kazdym razie teraz wszystko juz sie wyprostowalo, caly dzien lazilismy po miescie, a jutro jedziemy do Al Ain, oazy na granicy z Omanem.

Padamy ze zmeczenia, wszyskie zdjecia i wiecej opisow poslemy chyba dobiero z Kuala Lumpur.
Buziaki!

Thursday, 4 March 2010

Juz prawie koniec pakowania wszystkiego co nam nie bedzie potrzebne przez najblizsze 3 dni. No moze poza kuchnia. Jutro o 10 rano podpisujemy kontrakt o wynajem mieszkania i potem idziemy to uczcic kawa i ciastkiem. Potem LUZ- juz nic nie zostalo do zrobienia!!! Upps.. jeszcze tylko parapet trzeba pomalowac...
Posted by Picasa

Saturday, 13 February 2010


Witam!
To jest pierwszy post, jeszcze z domu. Jezeli chcesz czytac o tym co robimy i gdzie jestesmy to dobrze trafiles!

Zacznijmy od konkursu: co znaczy Osmijado?
Nagroda niespodzianka.
Posted by Picasa

Wednesday, 11 October 2006

Tuesday, 10 October 2006

Wednesday, 30 August 2006