Sunday, 25 July 2010

Chengdu

Dzisiaj Chengdu robi zupelnie inne wrazenie niz 5 lat temu. Wszystkie trojkolowe motory-taksowki znikly, bardzo malo jest chinskich sklepow z ubraniami szytymi na mala skale (sa za to ogromne ilosci sklepow ktore sprzedaja identyczne rzeczy), na kazdym rogu jest KFC, McDonald albo Starbucks a jeszcze niedawno nie bylo ich wcale widac.
Nawet "nasza" restauracja w swiatyni buddyjskiej ma teraz menu z obrazkami i wylasnieniami po angielsku.














Thursday, 22 July 2010

Bonsai

Chinczycy z wszystkiego probuja zrobic bonsai. Tak jakby potrafili kompletnie wylaczyc empatie. Zadrutowane drzewa, znieksztalcone stopy ludzkie. Najgorsze widzialam dzisiaj pod szpitalem - takie breloczki niby na pocieszenie dla chorych dzieci. Przezroczysta, plastikowa kulka wielkosci piesci Oskara, a w niej rybka albo zlowik. Zywe, w 35 stopniowym upale.

Powrot do Chengdu

5 lat temu bylismy tutaj.
Powietrze jest dalej takie samo, smog tak gesty ze nie widac chy sa chmury czy slonce.
Jest sliczna swiatynia z duzym parkiem i rewelacyjna wege restauracja. I pachnie tu juz Tybetem..























Milusia sobie poszla

Dwa kroki zanim padla na pupsko.
Koniecznie chciala dotykac listkow, a poniewaz nikt nie chcial z nia tam stac to poszla sama. Raz Oskar poszedl z odsiecza, raz ja.















wedrowki po Guangzhou

Chinczycy dalej kopiuja bezmyslnie napisy alfabetem lacinskim (tak samo zreszta jak my kopiujemy ich pismo). Tutaj akurat dziewczynka ma koszulke i spodenki z napisem "filtr do oleju". Romantycznie.

Deszcz w parku


Malo jest tu miejsca dla zieleni, ale jak juz cos rosnie to jest to potezne - takie przypomnienie ze gdyby nie ludzie to bylaby tu dzungla.

Ten pan dalej wierzy w bajki Mao.


Wednesday, 21 July 2010

Guangzhou, swiatynia Guangxiao

Guangzhou nie jest miastem przyjaznym dzieciom. Miasto zyje z handlu, tutaj sprzedaje sie i kupuje wielka czesc "made in China". Sa ulice z ubrankami dla dzieci, europejskich firm, z metkami z europejskimi cenami itp. Ulice ze sklepami z bielizna, z orzechami, z reklamowkami. Jest centrum w ktorym sprzedaje sie ubrania - nie przeszlam calego, ale te 12 pieter ktore widzialam sprzdawalo tylko bawelniane koszulki, sukienki i szorty. Smiesznie wyglada cala ulica sprzedajaca np reklamowki, taki maly przedniot nad ktorym malo kto sie zatrzymuje, a tutaj daje zajecie tylu ludziom (i to sam handel, a nie projektowaie czy produkcja). Ciezko bylo na ulicy z zabawkami, po negoclacjach jednemu chlopcu musielismy kupic helikopter na patyku do pchania a drugiemu taki zdalnie sterowany model, ktorym teraz lata po pokoju.





Dla oszyszczenia z tego materialismu poszlismy do swiatyni, ktora wygladala zupelnie podobnie jak wszystkie inne swiatynie buddyjskie. Mielismy chwilowo dosc Oskarusia i jego pytan "dlaczego" i "po co", wiec dostal pieniazka na kadziedelka i zapalal je Buddzie. Jedna paczka kadzidelek za 1 juana wystarczyla na conajmniej pol godziny.











Dawniej, jak Chiny byly zamkniete, obcokrajowcom wolno bylo sie osiedlac tylko na wyspie XXX w Guangzhou. Malo kto tam mieszka, ale dalej zabudowa ma europejski charakter. Jest tam spokojnie i czysto, i wiele ludzi przychodzi tam robic sobie zdjecia.

Friday, 16 July 2010

Hong Kong 3

Dzisaj bylo chlodniej, i cale szczescie, bo przez ostatnie kilka dni ciezko bylo wytrzymac. Wialo troche, i bylo zagrozenie tajfunami pierwszego stopnia, ale nic sie nie dzialo i zagrozenia juz nie ma. (Co mi przypomnialo ze mam jeszcze napisac zalegly post o trzesieniach ziemi w Japonii.)

Jedyny plac zabaw jaki widzielismy w HK. I jak do tej pory nie widzielismy tu nikogo oprocz ekipy strzatajacej (szesc osob myje i sprzata woda pod cisnieniem).



Dalje nie moge sie napatrzec na takie wysokie rusztowania cale z bambusow.
Swiatla wieczorem. Widok na HK Island z Tsim Sha Tsui.