Cale szczescie, ze nie cwiczy w domu.
Labels
.
Abu Dhabi
Australia
Austria
Brunei
Bulgaria
Chiny
Filipiny
Francja
Grecja
Gualemala
Hong Kong
Indonezja
Irlandia
Islandia
Japonia
Kambodza
Korea Pd
Kosovo
Kostaryka
Kuala Lumpur
Kuba
Laos
Macedonia
Malezja
Meksyk
Mongolia
Myanmar
Nepal
Nowa Zelandia
Polska
Qatar
Rosja
Singapur
Slowacja
Sri Lanka
Szwajcaria
Szwecja
Tajlandia
Turcja
Tybet
USA
Wietnam
Wlochy
Friday, 6 March 2015
Saturday, 14 February 2015
Znowu sie dzieje..
Wszyscy wyjezdzaja bo jest Chinski Nowy Rok. Wiec dam im czekac kolejny raz w osmiogodzinnym korku na moscie do Malezji, bo nigdzie dalej nie ma sensu na te 4 dni. Zostaniemy w domu i bedzie czysty relax.
Kwiecien to juz inna sprawa. Wtedy sobie odbijemy. Milla chce pingwiny, Oskar kopalnie zlota. Dream big!
Kwiecien to juz inna sprawa. Wtedy sobie odbijemy. Milla chce pingwiny, Oskar kopalnie zlota. Dream big!
Friday, 13 February 2015
Pyin Oo Lwin
Tym razem spodziewalismy sie czegos bardziej, ale okazalo sie mniej. Pyin Oo Lwin bylo miejscem, w ktore uciekali Brytyjczycy przed upalami. Teraz miasteczko istnieje tylko dzieki biegnacej tedy drodze do Chin - teraz akurat jest dobra pora na wozenie arbuzow. Ucieklismy wiec z miasteczka szukajac wodospadu.
Trzeba bylo isc. Na szczescie tutejsze patyki sa bardzo ciekawe.
Po prawie godzine schodzenia znalezlismy wodospad. Jeziorko byloby idealnym miejscem na kapiel, gdyby nie te smieci, ktore w nim plywaja..
Milla koniecznie chciala wziac sobie troche wody na pamiatke.
Bardzo popularny w tek okolicy srodek transportu.
Jedyna rzecza, ktorej Brytyjczycy nie byli w stanie zabrac ze soba jest ogrod botaniczny.
Na tylach, w zamknietej czesci ogrodu, znalezlismy dzioborozce i pawie.
Ciasteczka, ktore wygladaja tak samo jak te w Singapurze. Tutaj jednak smakuja zupelnie inaczej.
Thursday, 29 January 2015
Amarapura
Tak trenuje przyszlosc birmanskiej siatkowki plazowej.
Okazuje sie, ze panstwo w ktorym bylismy nazywa sie po polsku Mjanma. Moje niedouczenie. Teraz juz wiem, ale i tak dla mnie to nadal Birma.
A jego dawna stolica to Amarapura, ktorej ruiny leza teraz na przedmiesciach Mandalay. Zalozona w 1783, była rezydencją królewską i stolicą kraju do roku 1823 oraz ponownie w latach1837-1857. W 1810 została zniszczona przez pożar, a w 1839 – przez trzęsienie ziemi. Potem na tym terenie znowu zaczeto sadzic ryz i pasc krowy.
Zeby sie tam dostac trzeba przeplynac przez Irrawaddy. Po drugiej stronie nie ma asfaltu ani aut, wiec jedziemy takim czyms. Dzieci marzyly o tym od ostatniej wizyty na Rynku w Krakowie.
Takie sobie ogrodki dzialkowe, a miedzy nimi wystaja zlote kopuly. Malo jest tak odnowionych jak ta.
Dziewczynka miala sprzedawac pamiatki turystom, ale wolala isc z nami na spacer (pamiatki zostawila w rowie). Powiedziala nam ze szkole juz skonczyla (obowiazkowe jest 5 lat), ma 13 lat i niewymawialne imie. Pokazala nam ciekawe owoce, ktore dziwnie smakowaly i powiedziala jak dojsc do nastepnej swiatyni.
Milla zgodzila sie nie brac do Singapuru "naszego" konia jezeli wezmiemy pieska.
Ten rysunek wisi juz na scianie.
Ten ma przynajmniej czym oddychac, nie tak jak jego sobowtory, ktore musza sie gniesc w o kilka rozmiarow za malych swiatyniach.
Tuesday, 27 January 2015
Bagan 3
Nie udalo sie z zachodem widzianym ze swiatyni, wiec probujemy ze wschodem.
Na szczescie nie trzeba daleko isc, wystarczy na dach naszego hotelu.
Ciag dalszy jezdzenia po swiatyniach. Pierwszy bonus tego dnia - nietoperze!
Drugi bonus - lody.
Nie wszystkim taki krajobraz wydaje sie egzotyczny.
W tym budynku po prawej...
… lezy Buddda. Tak wielki, ze trzeba sie przeciskac, zeby obok niego przejsc.
Jezeli jadac autobusem nie mozna wygodnie trzymac sie oburacz wiszac na zewnatrz, to placi sie tylko polowe biletu.
W miasteczku slynnym z wyrobow garncarskich. Jak sasiedzi nazbieraja wystarczajaco ulepionych naczyn ukladaja je na jednym podworku, przekladaja liscmi i drewnem palmowym i podpalaja wszystko.
W restauracji dostalismy do zabawy lokalna gre. Jakos dziwnie znajomo wyglada...
Z okazji Dnia Niepodleglosci bedzie wielki festiwal w pobliskiej swiatyni. Duzo ludzi przyjechalo (skad?) zeby swietowac.
Przyjechali wozami ciagnietymi przez byki (nie woly), a teraz wszyscy - dzieci, byki, kurczaki na jutro i dorosli odpoczywaja w cieniu swiatyni.
Lokalna "czekolada" czyli kandyzowany owoc tamaryndowca. Dalismy mu szanse kilka razy. Raz byl smaczny - kwaskowy i lekko pachnacy, wszystkie inne razy.. bardzo slodki i ostro pachnacy, chyba trzeba sie dlugo przyzwyczajac do tego smaku.
Subscribe to:
Posts (Atom)