Monday, 31 December 2012

Phnom Penh







W Kambodzy obowiazuje ruch obustronny. Tzn kazdy jezdzi po tej stronie po ktorej aktualnie mu wygodniej.











Saturday, 15 December 2012

Pulau Ubin

Wyspa Ubin to jedno z ostatnich miejsc w Singaporze, gdzie mozna poczuc jak wygladalo tu zycie dawniej. Male, drewniane, rozpadajace sie domki wygladem pasuja bardziej do Indonezji niz do Singapuru.
Wyspa ma 10km2 i jest w sam raz duza/mala zeby milo ja sie zwiedzalo na rowerze. 
Duza czesc wybrzeza porosnieta jest lasem namorzynowym, tak bogatym, ze ma sie wrazenie, ze wszystko tam sie rusza.



Indiana Jones ze swoim nieodlacznym kompasem.



Galezie moga spadac czasem, jak sie jest w lesie, no ale co zrobic?


 Podobno jezeli przyjdzie sie wczesnie rano i ma sie duzo szczescia to mozna nawet dzikie swinie zobaczyc. Poszlismy popoludniem, ale chyba mielismy szczescie, bo zobaczylismy taka mala swinke:
 

Grozniej wygladala jej mama, ogladajaca nas spod krzaka.


Po chwili swinki przestaly sie chowac i poszly szukac szczescia na parkingu rowerowym. Znalazly czyjsc obiad i poczestowaly sie.


A turysci patrzyli sie z niedowierzaniem.


Kraby i ryby, ktore potrafia wyskoczyc z wody i biegac po ladzie.


Wielkie tluste slimaki.


Te blyszczace punkcicki to swiecace rybki.


Jeszcze jedno cos udaje ze jest ryba, a umie chodzic. Tym razem duzo wieksze.


Polnoc nie uciekla nam nigdzie dzisiaj, byla pod dobrym nadzorem.



Dno lasu.



Rafa.









Tuesday, 11 December 2012

Singapore Science Centre

Wielkie, ciekawe, brudne centrum nauki. Nastepnym razem musze koniecznie wziac swetr, strasznie zimno tam bylo.



Sztuka czy nauka? Krysztalki suchego lodu.




Monday, 10 December 2012

Dolcefarniente





A ta bajka ma taki skutek: 



Saturday, 8 December 2012

Sentosa

Wysepka, na ktorej Singaporeanczycy bawia sie i odpoczywaja. Pola golfowe, masa restauracji, wiele atrakcji typu sztuczne fale, mega wielki wiatrak tak mocny ze mozna latac, grajaca fontanna, 2 5-gwiazdkowe hotele, 2km plazy i Universal Studios Singapore. I maly garnizon, jakby brakowalo atrakcji.

Wszysto sie blyszczy, kroluje plastik i komercja. Coca cola, McDonalds i Carlsberg sa wszedzie.

Wszyscy sie ciesza, nawet ryby w restauracji rybnej sa tak szczesliwe ze az milo sobie z nimi zdjecia robic.



Barow przy plazy jest cale mnostwo. Piasek jest importowany z Wietnamu i Chin.



Niby wszystko jest sztuczne, ale jak sie popatrzy wystarczajaco wysoko to pokrywa cala wyspe przyjemnie zielony dach.

Menu XL dla dzieci XL.


My rozebralismy dzieci na plazy (no, nie calkiem) a inni ubieraja. Te panie 
 juz sie przebraly, to co prezentuja to kostiumy kapielowe (burkini?).





Wyjatkowo duzo okraglych. Siedzieli na plazy i jedli.


Wracalismy na nogach (wyspa ma ok 3 km), ale okazalo sie ze Oskar zgubil buta i musielismy trase pokonac jeszcze raz. Buta nie znalezlismy.



Wyspa ma sluzyc rekreacji i jest do tego swietnie przygotowana. Sa tu sciezki rowerowe, trasy rowerowe itp. Autobusy sa za darmo, a wynajecie roweru na godzine kosztuje 6€. Na trasach rowerowych za znaki ze... nie wolno jechac, trzeba zejsc i pchac przy minimalnym nachyleniu.



Za kontenerowcami widac wyspy Riau, ktore naleza do Indonezji.


Zupelnie betonowe "oryginalne" domki na palach.



 Jedna z wiekszych atrakcji dnia byl monorail, a szczegolnie jego zwrotnica.