Friday, 20 August 2010

Malezja ciag dalszy

Jechalismy az do granicy tajlandzko-malezyjskiej, przez dzungle, olbrzymie skaly na ktorych niewiadomo jakim cudem rozna drzewa, plantacje palm i kauczukowcow, malenskie wioski.
Potem plynelismy motorowka, ktora trzeba bylo traktowac z powaga bo to przeciez wielki, miedzynarodowy prom.


No i jestesmy na Langkawi. Na powitanie mieslimy tecze i piekny zachod slonca. Plaza jest przesliczna, drobniutenki bialy piasek, przezroczysta woda... Hotele brzydkie albo pelne, restauracje brudne i drogie, no ale nie mozna miec wszystkiego.





Wednesday, 18 August 2010

Pozegnanie z Ao-nang



Moze ktos mnie oswieci: dlaczego te lodzie maja silniki ta takich dlugich patykach? Zeby je mozna bylo wyciagac? To jedyne co mi przychodzi do glowy, ale to chyba nie byloby najlepsze rozwiazanie...


Jutro rano pozegnanie z basenem, a potem ruszamy na poludnie.

Przyjemnie tu jest, dobre jedzenie, mili ludzie, dobra pogoda nawet w "zlym" sezonie. Oczywisce jest wiele problemow z ktorymi musza sie tu jeszcze uporac, ale z turystycznego punktu widzenia zupenie wygodny kraj. Wodociagi bola - z kranu leje sie brazowa zupa a scieki ida prosto do morza i kreca sie przy tych slicznych plazach.

Sunday, 15 August 2010

Nasze leniwe dni

Jacek poszedl ogladac rybki od spodu a my plazujemy.










Friday, 13 August 2010

Ao Nang

Od poczywamy!
Nawet wiecej, lenimy sie, tuczymy sie i nic pozatym. Od jutra, narazie idziemy spac bo dzien byl dlugi.

Drink na powitanie

I nasz pokoj


Ksieciunio sprawdza czy pokoj zaspokoji jego potrzeby

Krung Thep

czyli Bangkok! czyli miasto o najdluzszej nazwie na swiecie, najgoretsze miasto na swiecie i pewnie jeszcze wiele innych "naj" znalazloby sie.

Nie bylo nas przez te kilka dni tutaj, bo bylismy bardzo zajeci zwiedzaniem, pluskaniem sie w basenie (rzeczywiscie cieplutko bylo) i delektowaniem sie kuchnia tajska.

Wielki Palac krolewski.






Nie wiem dokladnie dlaczego, ale wszyscy maczali kwiaty lotosu w tej (swieconej?) wodzie i kropili sobie nimi glowy. My tez.



Akurat trafilismy na urodziny Krolowej. Nas nie zaproszono, ale wielu innych tak. Co chwile jedzily jakies delegacje, paradowalo wojsko...

Oskarowi ostatnio ciagle "psuly sie nozki i nie chcialy chodzic". Skonczylo sie na kupnie nowego wozka. (W kubku miksowane mango, banan i lime - pycha)


Swiatynia na zlotym kopcu.





Dach naszego hotelu.
W kawiarni. Elektroniczna niania sprawdza sie znakomicie.

Droga z Dali do Kunming

Straszyli ze moze trwac nawet 20 godzin, przepisowo jest 6, a my dojechalismy o godzine krocej!





Straszyli ze moze trwac nawet 20 godzin, przepisowo jest 6, a my dojechalismy o godzine krocej!

Monday, 9 August 2010

Kunming - splurge!

Oddalismy bilety na samolot Dali-Kunming, ktore kupilismy przestraszeni tym ze kilka dni temu droga byla nie przejezdna, a potem podroz trwala 20 godzin zamiast 6. Ten lot nie pasowal nam glownie dlatego ze byl w srodku nocy, a jako ze wczesnie rano mamy nastepny lot nie zdazylibysmy dotrzec do hotelu.
Pojechalismy autobusem. Mial byc luksusowy, byl czysty jak na Chiny i moze o pol klasy lepszy. Momo obaw podroz minela zupelnie bezbolesnie, mlodsza czesc naszej grupy spala przez ponad polowe drogi, reszte czasu spedzajac na dopytywaniu sie dlaczego kazde kolejne auto jedzie akurat tym pasem ktorym jedzie i czy ma silnik na benzyne czy rope (Oskar) albo na jedzeniu (Milla).

Kunming straszy. Moze troche na wyrost to pisze, ale pierwsze wrazenie robi tragiczne. Popekany beton, rdza, kurwy i gesty smog to cala nasza 20-minutowa jazda przez miasto. Aby sie od tego wyzwolic spimy w prawie dziesieciokrotnie drozszym hotelu niz nasza srednia chinska. Wypranie i wyprasowanie koszuli tutaj kosztuje tyle co noc dla trzech osob w naszym poprzednim. Koncze, ide cieszyc sie wanna i lozkiem.